Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 czerwca 2022

Sens tego wszystkiego – lekcje teizmu. Lekcja 1

 

Odkrywanie rzeczywistości
W zasadzie to chyba każdy człowiek ma pragnienie poznania i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Przede wszystkim wykorzystuje do tego zmysły, które poprzez odkrycia naukowe przedłuża i rozszerza różnymi instrumentami naukowymi. Już od najmłodszych lat rozpoznajemy świat słuchem, smakiem, dotykiem i zapachem, troszkę później wzrokiem. Na tej podstawie wyciągamy wnioski i tworzymy sobie definicję różnych pojęć. Tworzymy sobie często pierwsze nasze przekonania, które stanowią podstawę dalszego poznawania i postępowania [„Civitas et Lex” 2014 /4, ks. M. Sieńkowski, Wiara, a inne typy poznania]
Te przekonania weryfikujemy w oparciu o doświadczenia oddziałując z rzeczywistością. Jako dzieci uczymy się dużo od starszych osób: rodziców, wujków, cioci, potem w szkole nauczycieli. Poznajemy naszą tożsamość poprzez różnego rodzaju interakcje z grupą rówieśniczą. Wchodzimy potem w życie mając w miarę ustanowiony światopogląd, który jest naszym pierwszym sitem przy poznawaniu dalszych elementów rzeczywistości. Rodzi się jednak pytanie, czy prawdziwym. Dla wielu ludzi takim podstawowym weryfikatorem jest nauka – bo uczeni tak twierdzą, dla innych religia, w której się wychowują. Obieramy sobie często autorytety i bronimy ich poglądów często kosztem prawdy i logiki. Niektórzy uznają święte księgi nie wnikając w ich spójność i prawdziwość podchodzą do nich z ludzkich założeń. Pozostają jeszcze różnego rodzaju objawienia. Gdzie jest ta prawda i na czym się oprzeć? Jak ją zweryfikować?
Zacznijmy od samej nauki i jej ograniczeń.
"Jeden z mitów na temat nauki głosi, że opiera się ona tylko na obserwacji, tzw. nagich faktach i logice. Teorie i prawa naukowe biorą się stąd, że naukowcy w nieuprzedzony sposób dokonują obserwacji, a następnie na drodze logicznego rozumowania ustalają istnienie jakiegoś porządku w tym, co zaobserwowali, i porządek ten wyrażają za pomocą praw i teorii. Uczony wolny od wszelkich wcześniejszych założeń ma dostęp do tak zwanych „nagich faktów”. Jego obserwacje są pewne i stanowią solidny fundament dla teorii opracowywanych na ich podstawie. Z faktów tych na drodze logiki indukcyjnej uczony wyprowadza prawa i teorie naukowe. Oparcie na nagich faktach i zastosowanie logiki gwarantują pewność i prawdziwość praw i teorii naukowych. Porządny uczony zaczyna od nieuprzedzonej obserwacji i na tej postawie drogą logicznych rozumowań dochodzi do teorii. Sam Newton mawiał „hypotheses non fingo”, czyli „hipotez nie wymyślam”, mając na myśli, że właśnie w ten sposób, tj. wychodząc od nieuprzedzonej obserwacji, doszedł do słynnej teorii. Wielu uczonych podobnie widzi swoją pracę."
Nie ma nauki bez założeń, Piotr Bylica, Forum akademickie 7-8/2020, https://miesiecznik.forumakademickie.pl/czasopisma/fa-7-8-2020/nie-ma-nauki-bez-zalozen
Czyż to nie brzmi pięknie jako opis obiektywnej i uczciwej nauki? Niestety jest to całkowicie błędna charakterystyka:
"Tezę o uteoretyzowaniu obserwacji rozumie się na różne sposoby, mniej lub bardziej radykalne. Najsłabsza przyjmuje, że gdy uczony obserwuje świat, to wcześniej przyjęte teorie pozwalają mu decydować, które z zebranych faktów są ważne, a które nie, jakich narzędzi ma użyć do obserwacji, jakie wyniki należy uznać za relewantne itp. Wskazuje się też, że samo użycie narzędzi obserwacyjnych, szczególnie tych bardzo skomplikowanych, jak akceleratory cząstek, radioteleskopy, mikroskopy elektronowe itp., ale tak naprawdę także i prostszych, jak lupa, wiąże się z zaufaniem do teorii, na podstawie których urządzenia te zbudowano. Uczony, który ich używa, patrzy na świat jakby poprzez teorie wykorzystane przy ich konstrukcji. Wcześniej przyjęte teorie, także poprzez język używany do opisu wyników obserwacji, wpływają na to, co uznane zostaje za fakt. W zależności od pojęć, jakimi dysponujemy, różnie postrzegamy rzeczywistość. Słowa „planeta” czy „atom” nie oznaczają dziś tego samego, co sześćset lat temu. Gdy starożytni astronomowie spoglądali w niebo, patrząc na Księżyc, Słońce i Marsa, widzieli w tych ciałach planety. Nie zaliczyliby Ziemi do planet, bo słowo „planeta” pochodzi z języka greckiego od słowa oznaczającego „błądzić”, a Ziemia według nich była nieruchoma. Planetami były ciała niebieskie, które w przeciwieństwie do gwiazd stałych zmieniają położenie względem siebie. Dla Kopernika słońce już nie mogło być planetą. Słowo „atom” wywodzi się z greckiego słowa, które odnosi się do czegoś niepodzielnego. Jeszcze nowożytni uczeni rozumieli atomy jako najmniejsze, niepodzielne dalej cząstki materialne, z których zbudowany jest cały przyrodniczy świat."
Tamże
Czyli na początku każdej dyskusji musimy ustalić jakie mamy założenia filozoficzne aby móc uczciwie dyskutować i badać spójność naszych światopoglądów i naszego rozumienia rzeczywistości.
"Metafizyka, mity, przesądy są w pewnym sensie równie immanentną częścią nauki jak owe fakty, które próbujemy włączyć do racjonalnej rekonstrukcji."
„Toteż nauka zawiera w sobie zawsze nie tylko twierdzenia o świecie badanym, lecz również założenia co do natury podmiotu naukę uprawiającego”
Piotr Amsterdamski, Między doświadczeniem a metafizyką, Książka i Wiedza, Warszawa 1973, 99, 100
Jak sami więc widzimy u podstaw samej nauki leży wiara. Wtedy rodzi się kolejne pytanie na jakiej podstawie wierzę, co mnie do tego zachęca (objawienie czy tylko logika).
Samo pojęcie nauki jest ciekawe w odniesieniu do okresu w którym jest analizowane.
Musimy jednak najpierw garść definicji. Pozwólcie proszę, że zacytuję:
Nauka - koncepcja wiedzy wartościowej, którą z tych czy innych powodów akceptujemy
ideał wiedzy naukowej - historia nauki, jej tradycyjne metody (tradycje), źródła, potencjalne granice konstytuowane przez określoną grupę ludzi w danym czasie. Przesuwa to ciężar prawdziwości na podstawy, na których oparta jest dana nauka i założenia światopoglądowe jej twórców. Taka nauka jest zależna od zbyt wielu zmiennych by bezmyślnie się na niej opierać. W pewnym momencie istnieje niebezpieczeństwo wpadnięcia w błędne koło, gdy odkrywamy, że akceptowane ideały wykorzystujemy w określaniu samej nauki:
„Funkcje ideałów wiedzy naukowej w rzeczywistej działalności poznawczej.
1. Wyznaczają one potencjalne granice zjawiska zwanego nauką
2. Stanowią filtr, który sprawia, że jedne problemy badawcze możliwe do podjęcia w danej sytuacji poznawczej zostają zakwalifikowane jako godne badania, interesujące czy ważne, inne zaś mogą zostać niedostrzeżone lub pominięte jako nieistotne czy zgoła nienaukowe
3. Współwyznaczają reguły akceptacji twierdzeń i ich odrzucania, zasady zadowalającego wyjaśniania zjawisk, sposoby budowania teorii
4. Implikują określony etos naukowy i wewnętrzną organizację społeczności uczonych, ich rozumienie nauki jako instytucji społecznej.”
Piotr Amsterdamski, Między doświadczeniem a metafizyką, Książka i Wiedza, Warszawa 1973, s. 22-41
Dopiero w tym kontekście możemy oczekiwać wyjaśnień czy obrony jakiegoś stanowiska. Można sobie przy okazji zadać pytania. Na czym polega naukowo zadowalające wyjaśnienie i co decyduje czy podane wyjaśnienie uznane zostanie za zadowalające?
"Dla powierzchownego spostrzegacza prawda naukowa nie
podlega żadnej wątpliwości; logika nauki jest nieomylną, jeżeli
zaś uczonym zdarza się błądzić, to wówczas tylko, gdy sprzeniewierzają się jej prawidłom. Prawdy matematyczne wywodzą się z niewielkiej ilości twierdzeń oczywistych za pomocą łańcucha rozumowań wolnych od zarzutu; narzucają się one nie tylko nam, ale i samej przyrodzie. Krępują one, że tak powiem, Stwórcę i pozostawiają mu wybór między pewną tylko, względnie niewielką, ilością rozwiązań. Wobec tego wystarczy kilka doświadczeń, abyśmy poznali, jakiego mianowicie dokonał on wyboru. Z każdego doświadczenia będzie można wyprowadzić mnóstwo wyników drogą dedukcyj matematycznych i w ten to sposób każde poszczególne doświadczenie zapozna nas z jakimś zakątkiem Wszechświata. Takie to jest dla wielu ludzi, dla gimnazistów, którym wykłada się pierwsze początki fizyki, źródło pewności naukowej. Tak to rozumieją oni rolę doświadczenia i matematyki.
Tak również rozumiało ją przed stu laty wielu uczonych, którzy marzyli o zbudowaniu świata, zapożyczając od doświadczenia możliwie najmniej materyałów.
Nauka i Hipoteza, H, Poincare, G. Centnerszwer i S-ka, Kraków 1908
A także:
"Sytuacja jest więc w rzeczywistości zupełnie inna, niż to wyobraża sobie naiwny empirysta lub wyznawca logiki indukcjonistycznej. Sądzi on, że wspinanie się po drabinie nauki rozpoczynamy od gromadzenia i systematyzowania doświadczeń (...).
(...) Ale gdybym otrzymał polecenie: "zdaj sprawę z tego, czego w tej chwili doświadczasz", nie bardzo wiedziałbym, w jaki sposób spełnić to niejednoznaczne żądanie.(...)
(...) Nauka zakłada przyjęcie pewnego punktu widzenia i postawienie problemów teoretycznych"
Logika odkrycia naukowego, K. Popper, PWN, Warszawa, 1977, s. 90
Wszystko tak naprawdę zależy od tego jakie mamy założenia i co uznajemy za prawdę. Już Kazimierz Ajdukiewicz pisał:
"Przez kryterium prawdy rozumie się bowiem jakąś ostateczną instancję decydującą o uprawnieniach naszych przekonań. Kryterium prawdy to taki warunek prawdziwości naszych przekonań, że póki się go nie zastosuje do jakichś sądów, z których nasze przekonania wywodzimy, przekonania te zawieszone będą w powietrzu, z drugiej zaś strony, warunek taki, że jeśli się go zastosuje do jakiegoś naszego przekonania, to staje się ono tym samym definitywnie prawomocne"
K. Ajdukiewicz, Język i poznanie, PWN, Warszawa, 1985, s 11
Pozostaje więc wtedy pytanie, jakie jest nasze kryterium prawdy i na jakiej podstawie uważam, że mogę je uznawać. I to jest różnica tak naprawdę w dyskusji naszych światopoglądów. Fakty są wszystkie takie same, ale interpretacje mamy inne nacechowane: środowiskiem, w którym dorastaliśmy, wiedzą, którą uprzednio nabyliśmy, autorytetami, które uznawaliśmy. Podchodząc więc do rzeczywistości i wykonując jakiś eksperyment, bierzemy to wszystko i próbujemy odczytać rzeczywistości. Teoria mówi eksperymentowi jakie wyniki ma uzyskać:
"Wszystkie te rozważania istotne są z punktu widzenia epistemologicznej teorii eksperymentu. Teoretyk zadaje eksperymentatorowi pewne określone pytania i eksperymentator pragnie na te pytania, a nie na żadne inne, udzielić wiążącej odpowiedzi poprzez swoje eksperymenty. Wszystkie inne pytania stara się stanowczo odsunąć. (...) Eksperymentator przeprowadza test zajmując się jednym, wybranym pytaniem "... tak uważnie, jak to tylko możliwe, a zarazem tak nieuważnie, jak to tylko możliwe, wszystkimi innymi pytaniami pokrewnymi...(...)
(...) Jednakże nawet eksperymentator nie stawia sobie przede wszystkim za cel dokonywania precyzyjnych obserwacji, gdyż i jego praca ma w dużej mierze charakter teoretyczny. Teoria rządzi pracą eksperymentalną od początkowego momentu nakreślenia planu aż po ostateczne poprawki w laboratorium"
Logika odkrycia naukowego, K. Popper, PWN, Warszawa, 1977, s. 91
Skoro wnioski naukowe dotyczące sensu naszego istnienia i stworzenia oraz historii wszechświata są na niestabilnych podstawach to może warto się zwrócić w kierunku religii? Niestety już na samym początku możemy sobie zadać pytanie: która religia jest właściwa, przecież są ich tysiące i każda MÓWI, ŻE JEST TĄ JEDYNĄ RZUCAJĄC PRZEKLEŃSTWA NA INNE „KONKURENCYJNE” religie. Zmieniając trochę wypowiedź „Myślę więc jestem” pozostało nam zwrócenie się do świadomości istnienia czegoś większego niż my, kogoś kto jest poza naszym materialnym wszechświatem. Mamy sumienie, które jest pewnym strażnikiem naszej „moralności” ostrzegając nas przed popełnieniem różnych rzeczy wskazując na istnienie jakiegoś rodzaju prawa, które tylko możemy przeczuwać. Szukając wyjaśnień odkrywamy, że obserwowalny wszechświat, istnienie praw natury, istnienie „duchowości” świadczą, że jest Stwórca, który nawet się objawił człowiekowi, niestety zostało to skrzywione przez człowieka i zaowocowało powstaniem niewoli („opium dla ludu”) zwanej religią. Podchodząc z otwartym umysłem staramy się czytać Wszechświat zgodnie z metodami, które zostały nam użyczone lub odkryte przez nas jako te, które możemy stosować do badania naszej rzeczywistości. Z definicji jednak możemy stwierdzić, że do poznania Stwórcy potrzeba czegoś więcej. Potrzebujemy objawienia Jego samego abyśmy mogli Go naprawdę poznać. Świadczy to, że Biblia nie może być interpretowana w dowolny sposób przy użyciu naszych ludzkich słowników , encyklopedii czy rozumu. Potrzebujemy uczciwego podejścia do niej jako do Bożego Słowa i Bożego objawienia, w którym musimy stosować Boże metody i Boże odpowiedzi na nasze pytania. Jak to wygląda praktycznie? Ktoś kiedyś mądrze powiedział: Scriptura ex scriptura expliconda est – Biblię możemy wyjaśnić tylko Biblią, więc cokolwiek ona mówi musi być spójne z nią samą. Dzięki temu dochodzimy do całkiem innych często definicji i twierdzeń niż wmówionych nam przez wyżej wspomniane autorytety czy to naukowe, czy religijne czy po prostu społeczne. Rzuca to światło na naszą egzystencję niezależnie od naszego rozumowania, co świadczy, że objawienie Boże przez Biblię jest niezbędnym a nawet wręcz podstawowym sposobem do odkrywania sensu i poszukiwania odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące naszej przeszłości, przyszłości i całego sensu istnienia.
Konkludując całość wypowiedzi możemy stwierdzić, że bez światła z zewnątrz nie możemy być niczego pewni. Stąd mogę powiedzieć, że objawienie nie jest możliwością dopuszczalną ale niezbędną do poznania prawdy o rzeczywistości w której żyjemy. Bóg dał nam też rozum abyśmy mogli go wykorzystywać łącząc fakty, usuwając sprzeczności odkrywając, że stworzenie (potrzeba poznawania poprzez naukę i Biblię), sama Biblia i świadomy obecności Boga i Jego planu dla nas, posłuszny Jemu człowiek, są dowodami niezbitymi na jego istnienie, ale i Jego sprawiedliwość i miłość. Tylko bądźmy uczciwi.
Pozdrawiam serdecznie

sobota, 5 października 2019

Rozważania o czasie cz. 1

Siedzę sobie wygodnie i popijam kawę. Nie lubię pić kawy gorącej, więc czekam aż wystygnie. Mija trochę czasu i kawa jest taka jak lubię. Biorę jej łyk... Zadaję sobie pytanie. A co by było gdybym czekając na ostygnięcie kawy odkrył, że robi się bardziej gorąca? Czy było by to dla mnie zaskoczeniem czy wręcz niemożliwością sugerującą, że to sen? Gdybym nakręcił film i odkrył, że kawa robi się gorąca to ktoś trzeźwy umysłowo stwierdziłby, że chyba puściłem film od końca. A dlaczego? Czy mógłby czas się cofnąć albo wręcz płynąć do tyłu? Niejeden czytelnik mógłby zadać pytanie, to może powiedzmy sobie czym jest ten czas, sprawca tego zamieszania, a będziemy wszystko wiedzieli. Przecież nauka zna odpowiedzi na wszystko. I tu pojawia się problem. Św. Augustyn stwierdził kiedyś, że wie czym jest czas dopóki nie musi go innym przedstawić. Haha... a ja mam zamiar trochę o nim popisać. Marzenie ściętej głowy... z motyką na słońce... Może jednak nie poddawajmy się ale spróbujmy nad nim pomyśleć.

Z czasem wszyscy mamy do czynienia na co dzień. Nawet istnieją części mowy które sugerują działanie w czasie jak na przykład czasowniki. Mierzymy czas przy użyciu zegarków, czas nam płynie, pędzi, czasem „zwalnia” a nawet się zatrzymuje. Mówimy o względności czasu często w sposób żartobliwy. Ale czym on jest? Ucieka nam gdzieś między palcami. Zwija się w przeszłości zanim rozciągnie przed nami przyszłość. Teraźniejszość jest chwilą, która według wielu nie istnieje, bo „teraz” ciągle ucieka.

Ludzie od dawna zadawali sobie pytanie czym jest czas. Badali aspekty wieczności. Powstały różne koncepcje tego czym jest czas. Prześledzimy na podstawie dzieł wielkich myślicieli jak kształtowała się koncepcja czasu, oraz jak rozwijały się narzędzia niezbędne do jego badania. Ciekawe koncepcje o wieczności i czasie spotykamy już w „Timajosie”1 napisanym przez Platona w ok. 360 roku. Jeśli ktoś kiedyś czytał „Dialogi” tego filozofa to jest to jeden z dialogów. Tak nawiasem mówiąc piękne to były czasy kiedy ludzie gromadzili się żeby porozmawiać na ciekawe i poważne tematy i spędzić pożytecznie czas. Wracając do tekstu. W pewnym momencie dyskusji, kiedy Sokrates skończył mówić o państwie, jego koledzy chcieli mu zrobić przyjemność i też przygotowali własne rozważania. Ponieważ Timajos jest w tekście opisany jako znawca astronomii i natury wszechrzeczy więc skupimy się na nim aby skorzystać z tego co on nam chce powiedzieć o naszym temacie. Przede wszystkim Timajos uczy nas, że musimy umieć rozróżniać.

(…) Otóż według mego zdania należy przede wszystkim rozróżnić te dwie rzeczy. Coś, co istnieje
wiecznie, a powstawania nie ma, i coś, co powstaje zawsze, a nie istnieje nigdy. Jedno
rozumem, który ujmuje ściśle, uchwycić można jako zawsze takie samo, drugie mniemaniem
z pomocą spostrzeżeń nieścisłych daje się uchwycić jako coś, co powstaje i ginie, a w rzeczywistości nie istnieje nigdy. A znowu wszystko, co powstaje, powstaje z konieczności pod
wpływem jakiejś przyczyny. Nic nie może powstawać bez przyczyny.(...)2

Niestety współcześnie edukacja poszła zbyt daleko i zamieniła odróżniać na oddzielać. Odróżnienie wydziela nam elementy całości, aczkolwiek powiązane ze sobą niezmiennie. Wprowadzenie podziału na przedmioty oddziela je permanentnie, traktując je jako oderwane od siebie. A przecież sami dobrze wiemy, że wszystko jest powiązane. Ale odszedłem od tematu, taki to ze mnie już gawędziarz. Jak widzimy w tekście powyżej pojawia się kilka rzeczy. Przede wszystkim możemy sobie zadać pytanie czy coś co nie powstaje może być zmienne. A jeśli czas powstał to co było wcześniej (jeśli pytanie o czas bez czasu ma jakikolwiek sens), a jeśli czas nie powstał, tylko wciąż jest to nazwijmy to wiecznością i zapytajmy jaki ma związek z czasem, którego doświadczamy i mierzymy. Drugą rzecz, którą porusza Platon to pytanie, co tak naprawdę istnieje? Jeśli wszystko się zmienia, ciągle tworzy i ginie to czy możemy mówić o jego istnieniu? A czas, który jest zmienny i tworzy wciąż nowe chwile a usuwa stare, to czy ona tak naprawdę istnieje? Zanim czytelnik obeznany w różnych opracowaniach filozoficznych rzuci się na mnie z krzykiem, że chodziło o co innego śpieszę z odpowiedzią, że to gawęda o czasie tak jak ja rozumiem to co przeczytałem, doświadczyłem i zrozumiałem. Takie moje zrozumienie. Widzimy, że już na początku nauki pojawiło się pytanie o stałość i zmienność i takie same pytanie możemy zadać w odniesieniu do czasu. Ale wróćmy do Timajosa i zobaczmy co tam zostało dopowiedziane.

(...)Więc umyślił zrobić pewien ruchomy obraz wieczności i porządkując wszechświat robi równocześnie wiekuisty obraz wieczności, która trwa w jedności, obraz idący miarowo, który my nazywamy czasem. Urządza dni i noce i miesiące i lata, których nie było, zanim powstał
wszechświat, a teraz zaczęły powstawać równocześnie z syntezą wszechświata. To wszystko
są części czasu, a przeszłość i przyszłość to są zrodzone postacie czasu.
I my sami nie wiemy, jak niesłusznie odnosimy je do istoty wiecznej i mówimy, że była, jest i będzie, a jej naprawdę przysługuje tylko to, że jest. „Było i będzie” wypada mówić tylko o tym, co powstaje i przebiega w czasie, bo jedno i drugie to są zmiany. A to, co zawsze jest takie samo, nie ulega zmianom, nie może się stawać starsze ani młodsze w ciągu czasu, ani powstać nie mogło kiedyś ani nie powstaje teraz, ani nie będzie później – w ogóle nie ulega żadnej z tych przypadłości,
którymi powstawanie nacechowało przemijające zjawiska, podpadające pod zmysły –
to wszystko są postacie czasu, który się miarowo obraca i tylko naśladuje wieczność. (…)3

Bardzo mi się podoba świat idei Platona. Tak samo czas jest tylko obrazem wieczności. W tym momencie rodzi się kolejne pytanie czy czas nadaje tempo zmian, które obserwujemy czy doświadczamy go z powodu tempa zmian, które obserwujemy. Czy bycie po prostu bez wyszczególniania przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, takie ciągłe teraz jest samo w sobie zmienne? Czy wieczność podlega zmianom? A może to obecność czasu oddzieliła idee od świata zjawisk i uczyniła ten świat niedoskonałym. Czy sam czas jest tempem zmian jakie zachodzą wokół nas? Czy inni oddaleni od nas ludzie mogą stwierdzić, że ich czas jest inny? Zobaczmy, że lektura Timajosa, a właściwie dwóch jego krótkich fragmentów jest dla nas bardzo pouczająca. Na tym etapie możemy stwierdzić, że nasze rozważania powinny się skupić na szukaniu sposobu jak odpowiedzieć na powyższe pytania, co ludzkość w mniejszym lub większym stopniu uczyniła w czasie swojego istnienia. Bardzo atrakcyjne jest stwierdzenie, że rzeczywistość jest tylko cieniem doskonałego świata idei. Znany jest słynny przykład jaskini gdzie siedzą niewolnicy w łańcuchach i patrzą na ścianę przed sobą. Za nimi jest ścieżka, którą wędrują różne osoby i zwierzęta. Rzucają one cień na tę ścianę. Na podstawie cienia, niewolnicy snują różne domysły, szukają regularności, jednym słowem tworzą naukę. W pewnym momencie jeden zostaje uwolniony i może spojrzeć na ścieżkę. Zachwyca się prawdziwą naturą przedmiotów i osób. Kiedy wraca aby opowiedzieć prawdę którą poznał, zostaje odrzucony przez swoich towarzyszy. Czy komuś się udało spojrzeć na wieczność? A może ta ścieżka jest w jeszcze większej jaskini i tylko odkrywamy kolejną warstwę prawdy. Ogry mają warstwy, cebula ma warstwy to i może rzeczywistość ma warstwy. A jeśli tak jest to ile ma warstw i czego cieniem mogłaby być wieczność. Pytanie to zostawiam czytelnikowi, a my przejdźmy do kolejnego bohatera, który był uczniem Platona. Nazywał się Arystoteles...


1. Dialogi, Platon, tł. W Witwicki, Tower Press, Gdańsk, 2000
2. Tamże, Dialogi, str. 186
3. Tamże, Dialogi, str. 190